niedziela, 26 lipca 2009

Irlandia - analiza cudu

Dariusz Graj z Uniwersytetu Gdańskiego popełnił interesujący artykuł o Irlandzkim cudzie gospodarczym. Ciekawa i moim zdaniem słuszna analiza wyliczająca przyczyny boomu i następującego później upadku. Dla mnie szczególna z tego względu, że przez ostatnie kilka lat byłem świadkiem opisanych wydarzeń. Irlandia w połowie lat 80-tych była obrazem nędzy i rozpaczy. Desperacja zmusiła ich do radykalnych kroków co w ciągu kilku którtkich lat odmieniło zupełnie gospodarkę:

"Zredukowano wydatki sektora publicznego o 10 proc., wzrost płac ograniczono do 2,5 proc., wydatki socjalne zredukowano do 4 proc. PKB a wydatki na publiczną służbę zdrowia do 1 proc. PKB. Przeprowadzono radykalną reformę systemu podatkowego, ustalając stopę podatku korporacyjnego na najniższym wtedy poziomie w Europie - 12,5 proc. Obniżono stawkę podstawową podatku osobistego do 20 proc. Utworzono Narodowy Plan Rozwoju, którego głównym celem było instytucjonalne przygotowanie do maksymalnego wykorzystania pomocowych środków unijnych."

No i gdzieś w 2004 inwestycje zagraniczne zeszły na dalszy plan, a gospodarkę podgrzewano wydatkami publicznymi i budownictwem:

"Jednak kiedy w latach 2004-2006 saldo napływu inwestycji bezpośrednich przyjęło silne wartości ujemne (sięgające 30 proc. PKB w roku 2005) i kapitał zaczął szerokim strumieniem odpływać z irlandzkiej gospodarki, polityka skierowała się w stronę próby amortyzowania tego odpływu wzrostem wydatków publicznych oraz silnym wspieraniem budownictwa mieszkaniowego. Sektor budowlany, wspierany publicznymi pieniędzmi, przestawił się z budownictwa produkcyjno-komercyjnego na mieszkaniowe. Warto zaznaczyć, że w roku 2006 oddano do użytkowania ponad 90 tys. mieszkań (w Polsce 115 tys.), w kraju o populacji blisko ośmiokrotnie mniejszej niż Polska."

W tym miejscu muszę podkreślić winę Irlandzkiego rządu, który stał się kilentem największych deweloperów i związków zawodowych. Górę wzięła krótkowzroczna polityka kupowania głosów kosztem rosnących płac w sektorze publiczym fundowanych z podatków związanych z zakupem nieruchomości. Gdy ceny mieszkań przestały rosnąć, to źródło finansowania wyschło tworząc gigantyczną dziurę w budżeczie państwa. Dlatego, aby nie powtórzyć Irlandzkiego błędu potrzeba nam silnego rządu i rozsądnej polityki fiskalnej:

"Uchronić nas może przed takim niekorzystnym scenariuszem jedynie odpowiedzialna polityka fiskalna, która nie może ograniczyć się jedynie do zbilansowania sektora finansów publicznych, ale wręcz musi generować stałą nadwyżkę i tworzyć rezerwy. Pojawi się pewnie pokusa "dzielenia owoców wzrostu", której ulegli także Irlandczycy, czego późniejszym skutkiem jest eksplozja długu publicznego."

Dla mnie Irlandzki boom to szokujące ceny mieszkań. Kilka lat temu z żoną zastanawialiśmy się nad kupnem domu, ale z budżetem 300 tys. Euro musielibyśmy szukać daleko poza Dublinem i skazywać się na kilkugodzinne, wyczerpujące dojazdy do pracy. Na szczęście nie kupiliśmy, decydując się na wynajem mieszkania o krok od pracy. Nam się udało, ale dzisiaj gdy rynek nieruchomości się załamał, tysiące ludzi musi zmagać się z koszmarem kredytu, który przewyższa wartość mieszkania. To nie znaczy, że nie odczuwamy kryzysu. Praca nagle stała się dobrem bardzo deficytowym, a nasze pensje co kilka miesięcy są mniejsze dzięki nowym podatkom aplokowanym przez rząd starający się łatać dziurę w budżecie.

0 comments:

Prześlij komentarz