Białostocki deweloper kilka dni temu odważnie ogłosił koniec spadków cen mieszkań. Remigiusz Rogowski gwarantuje, że 15% korekta to koniec i na więcej nie ma co liczyć.
Ja spierałbym się jednak z definicją 'urealnienia' cen jaką proponuje pan Rogowski:
"W tej chwili ceny wyjściowe za nowe mieszkania są urealnione, a to znaczy - niższe od tych sprzed kryzysu o jakieś 15 proc."
Miarą urelanienia powinien być stosunek ceny mieszkania do zarobków, a nie historycznie maksymalna cena będąca rezultatem naszego rodzimego boomu budowlanego. Urealnienie cen nastąpi wtedy gdy przeciętny Polak będzie mógł kupić własny kąt za równowartość 3.5 - 4 letnich zarobków. Cena mieszkania w Białymstoku według oferty.net to 4,8 tys. zł, więc na 60m mieszkanie wydamy 290 tys. plus koszt wykończenia i w rezultacie bez większego trudu dojedziemy do 350 tys. Przy średnich zarobkach w regionie tuż poniżej 3 tys zł. wychodzi, że Białostoczanin musi na swoje mieszkanie pracować 10 lat. Według BZWBK rata kredytu wziętego na 20 lat na sumę 350 tys. wyniesie 2437 zł. To co pozostanie z trudem wystarczy na czynsz. Czy to są realne ceny?
Niektórzy będą się bronili tym, że można wziąść 'tani' kredyt we frankach, ale w tym przypadku bierzemy na siebię ryzyko walutowe, które może nas ukąsić w najgorszym momencie. Patrząc na kurs szwajcarskiej waluty, posiadaczy takich kredytów czeka w czerwcu niemiła niespodzianka. To, że kurs nie przekroczył znacząco 3 zł. zawdzięczamy jednynie coraz bardziej desperackiej interwencji Narodowego Banku Szwajcarii.
wtorek, 8 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 comments:
Prześlij komentarz