W ciągu ostatnich kilku miesięcy zdarzyło mi sę dość często podróżować do Polski. Za każdym razem, bez względu na Port Lotniczy z którego opuszczam kraj uderza mnie ilość funkcjonariuszy straży granicznej obecnych przy odprawie pasażerów. Dla przykładu w Gdańsku procedura przed wejściem do samolotu wygląda następująco:
1. Karta pokładowa i paszport okazane strażnikowi przed wejściem do sekcji kontroli bagażu.
2. Karta pokładowa i paszport okazane strażnikowi nr. 2 tuż przed kontrolą bagażu.
3. Kotrola bagażu, gdzie każde stanowisko obstawione jest przynajmniej czterema strażnikami.
4. Karta pokładowa i paszport okazane panu strażnikowi w budce - co wygląda w końcu na oficjalne przekroczenie granicy.
Podobnie jest chociażby w Goleniowie, czy Wrocławiu - całe zastępy znudzonych życiem strażników.
Dla porównania przy wylocie z Dublina pasażer nie ma w ogóle kontaktu z funkcjonariuszem straży granicznej. Władze Irlandii wcale też nie są zainteresowane kontrolą paszportową osób opuszczających wyspę. Wystarczy sprawdzenie karty pokładowej przez pracownika lotniska, po czym następuje kontrola bagażu obsługiwana również przez cywilnych pracowników.
Wszyscy w kraju narzekamy nieustannie na brak pieniędzy, rozdętą administrację i deficyt w publicznych finansach. Zmiana sposobu kontroli pasażerów na lotnisku to tylko jeden sposób na oszczędności. Paszport nie musi być kontrolowany trzykrotnie, jeden raz przy wylocie z kraju to aż nadto. Funkcjonariusz straży granicznej również nie musi mi podawać pojemnika na drobiazgi jakie mam w kieszeniach. To zadanie poniżej ambicji i kwalifikacji przeszkolonego funkcjonariusza.
Również z mojej strony, jeśli już jako podatnik funduję mu jego pensję i mundurową emeryturę, to wolałbym aby on walczył z przemytem na wschodniej granicy niż przekładał pudełka na lotnisku. Kontrolę bagażu na lotnisku bez problemów jest w stanie przeprowadzić pracownik cywilny, a praca nie jest na tyle ciężka, aby nie mógł jej wykonywać do 65-tego roku życia.
Rozwiązanie proste, które bez zwiększenia zagrożenia w ruchu lotniczym redukuje przynajmniej o połowę liczbę potrzebnych etatów na naszych lotniskach.
Jeszcze kolejna okazja do cięcia kosztów w Straży Granicznej tutaj.
niedziela, 27 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Dla mnie paranoją jest dodatkowo kontrola bezpieczeństwa na lotnisku w Warszawie przy lotach transferowych wewnątrz Unii. W żadnym innym kraju się z tym nie spotkałem a troszkę po Europie już polatałem.
OdpowiedzUsuńZ moich doświadczeń w Warszawie, Gdańsku, Szczecinie, Wrocławiu jest podobnie. Na innych polskich lotniskach pewnie też.
OdpowiedzUsuńWe Gdańsku nie ma transferu, bo nie ma gdzie, tylko bierzesz swój bagaż jak cała reszta i ponownie wszystkie kroki odprawy (przynajmniej tak było jak miałem transfer w Gdańsku). Myślę że podobnie jest w Szczecinie i Wrocławiu
OdpowiedzUsuńbo u nas się "oszczędza" :)
OdpowiedzUsuńwitam. jako osoba znajaca temat postaram sie troche przyblizyc temat kontroli bezpieczenstwa na lotniskach. otoz:
OdpowiedzUsuń- w Polsce istnieje prawny podzial pasazerow odlatujacych wewnatrz kraju lub poza granice RP. w zaleznosci od odlotu odprawia go SG lub sluzba ochrony lotniska.
- sprawdzanie kart pokladowych jako pozwolenia na dostep do hali odlotowej jest konieczne, ale juz weryfikacja dokumentow nie - tylko w przypadku budzacym watpliwosci, czy karta pokladowa nalezy do danej osoby. dlaczego sprawdzana w Gdansku 2 razy? nie wiem, ale tak byc nie powinno!
- odprawa paszportowa odbywa sie tylko wobec pasazerow odlatujacych poza granice UE i obszaru SCHENGEN.
- co do 4 f-szy na urzadzeniu i przekladaniu pudelek... - tak to wyglada ze strony osoby bedacej laikiem w tej materii. przepisy jasno reguluja ile osob musi sie znajdowac w punkcie kontroli i jest to minimalna obsada 3 osob. jednakze taka iloscia osob, prosze mi wierzyc, nie jest sie w stanie odprawic 160 osob w 2h przy zachowaniu wszystkich obowiazujacych przepisow (a tego troche jest: odpowiednia liczba skontrolowanych manualnie bagazy, pasazerow itp). a ilez to razy byly pretensje, ze kolejki sa ble ble ble.... marzec 2013 roku to data oddania kontroli bezpieczenstwa firmom prywatnym i tedy porozmawiamy...;)
- co do przemytu to nie tylko na wsch. granicy istnieje, dlugo musialbym wymieniac co jest zatrzymywane na lotniskach. i myslicie, ze firmy prywatne beda sie tym zajmowaly? a moze komus na reke bedzie taki stan rzeczy... i tu rozczarowanie - SG bedzie obecna w pkt. kontroli ;)
- recze, ze praca nie jest przyjemna, rowow moze sie nie kopie, ale swoje trzeba wystac (12h)i wysluchac. a juz w sezonie charterowym ktory trwa 9/12 mies. to dopiero jazda... zapraszam w szeregi lub do firm prywatnych, aby sie przekonac hahaha
- pozostaje jeszcze kwestia jakosci odpraw - SG jako organ panstwowy nie jest zalezny od zadnych prezesow, dziwnych wytycznych itp. przepisy i jeszcze raz ustawy... dlatego jakosc odpraw jest na wysokim poziomie co potwierdzaja audyty wewnetrzne dokonywane przez ULC. z tego co sie orientuje, a wiem to audyt sluzb ochrony lotniska nie wypada kolorowo...i tu mozna by sie zastanowic co bedzie jak przejma calosc kontroli. prosty przyklad: w USA przed 2001 rokiem byla dokladnia taka sama sytuacja jak bedzie u nas od 2013 roku, tj. firmy prywatne, naciski na szybkosc odpraw i pieniadz za kazdego pasazera kosztem jakosci, srednia dlugosc zatrudnienia byla 3 mies. za najnizsza krajowa, rotacje nagminne i co?? WTC... Czy o to chodzi? ja osobiscie jak lece to ciesze sie, ze jest dokladna kontrola, a nie to co w krajach trzecich - wchodzisz na poklad ze wszystkim co chcesz.
- 65 letni pracownik nie odprawi nawet polowy samolotu przy zachowaniu biezacych procedur, o ktorych nie wszyscy wiedz. ale to temat na za rok lub dwa :)))
pozdrawiam i zycze cierpliwosci oraz szerszego spojrzenia na temat